Co mnie zmieniło na zawsze | Amber Smith
,,Nie wiem, jak długo leżę po wszystkim, mówiąc sobie:
Zaciśnij powieki, spróbuj, po prostu spróbuj zapomnieć. Spróbuj zignorować to
wszystko, co wydaje się nie w porządku, wszystko, co sprawia wrażenie, że już
nigdy nic nie będzie w porządku.”
,,Co mnie zmieniło na zawsze” to książka, która już swoim
tytułem mówi, że coś zmieni się w nas po
jej przeczytaniu – i rzeczywiście tak jest. Mogę o tym poświadczyć. Sama nie zdawałam
sobie sprawy, po co tak naprawdę po nią sięgam i jaki to będzie miało na mnie
wpływ. Gdy błądziłam między regałami w jednej z moich ulubionych księgarni,
szukając kolejnych nowych książek, które pomogłyby mi oderwać się od świata –
dostrzegłam gdzieś w głębi, pomiędzy wszystkimi innymi książkami znanych i
cenionych autorów – jeden bestseller, o którym wcześniej nie słyszałam, tym
bardziej o autorce, która napisała tę pozycję. Okładka wywołała u mnie uczucie,
które towarzyszy nam, gdy widzimy biednego, zbłąkanego i skrzywdzonego psa –
mamy ochotę go wziąć ze sobą do domu – dlatego ją przygarnęłam. Dostrzegłam w profilu
dziewczyny, która ukazał mi się na okładce – tragedię, krzywdę, niemoc oraz nieobecne
patrzenie w przestrzeń, które w pełnowymiarowy sposób, komponuje się z tym, o
czym mogłam też przeczytać w opisie książki na tylnej okładce – potrzebie
rozmowy, o tym, co siedzi głęboko w nas i może stanowić wielki problem.
Jak już wspomniałam – nigdy wcześniej nie spotkałam
się z panią Amber Smith, która napisała tę historię. Niewiele o niej wiem prócz
tego, iż jest kobietą. Gdy wpisywałam w intrenecie, gdzie - powszechnie wiadomo- możemy znaleźć dosłownie
wszystko, to właśnie znalazłam wyjątek od tej reguły, dlatego, że nie ma nic na
temat tej autorki, nie wliczając jednej książki i faktów, które sami możemy wywnioskować.
Może być to właśnie spowodowane tym, że na razie napisała tylko jedną pozycję literacką,
którą przy okazji zadebiutowała w New York Times i to stosunkowo niedawno - 9
listopada 2016 roku albo najzwyczajniej w świecie, chciała być tajemnicza.
Co mam zrobić, gdy nie czuję się bezpiecznie w swoim
własnym domu? Jak mam zasnąć na swoim własnym łóżku po czymś takim? Jak
powiedzieć komukolwiek o brutalnie odebranej mi niewinności, gdy wiem, że i tak
nikt nigdy by mi w to nie uwierzył? Jak żyć, gdy nienawiść nie pozwala stawić
ani jednego kroku na przód…? Z takimi pytaniami trudzi się przez prawie
cztery lata - czternastoletnia Eden, która nie jest jeszcze w pełni kobietą, a
doznała krzywdy, której nikt, tym bardziej dziecko - nie powinno doświadczyć.
Dziewczynka, która położyła się spać szczęśliwa, myśląc o kolejnej zwykłej
niedzieli: obudziła się odarta z dzieciństwa. Teraz z lat , które powinny być
najpiękniejsze, zostały w niej obrazy z tamtego dnia, które kryje w sobie
głęboko. Smith nakreśla nam młodą, samotną dziewczynę, która nie potrafi
poradzić sobie z nienawiścią, którą obdarza nawet bliskie jej osoby.
Książka jest podzielona na etapy, w których
dostrzegamy różne zmiany w jej życiu – przeobrażenia z cichej, niezauważalnej okularnicy,
grającej w licealnej orkiestrze, do awanturnicy i buntowniczki. Im bliżej końca,
tym bardziej nie rozumiemy wyborów, dróg i decyzji, jakie podejmuje bohaterka,
wiedząc ku czemu zmierza. Dlaczego więc mamy ochotę krzyczeć i ciskać w nią
piorunami za te karygodne postawy, a pomimo to, rozumiemy powód wszystkich jej
działania i to akceptujemy? Dlatego, że sami utożsamiamy się z ofiarą cierpiąc wraz
z nią.
„Uśmiecham się co prawda, ale coś jest z tym uśmiechem
nie tak. Moje oczy mają w sobie coś takiego… jakąś tępą, martwą ciemność. Jakby
czegoś we mnie brakowało. Nie umiem powiedzieć czego. Ale ta brakująca część to
coś ważnego, coś kluczowego, coś, co zostało mi zabrane.”
Amber Smith daje nam popis swojego literackiego kunsztu,
podając na złotej tacy - piękną i niezwykle bolesną powieść o temacie, który
jest tak rzadko poruszany w Polsce oraz traktowany po macoszemu, co uważam za
ogromny błąd. Książka napisana jest w stylu młodzieżowym - nie oznacza to wcale,
że jest niedojrzała. Z każda kartką litery,
które są na niej, zaczynają nam się rozmazywać, a to za sprawą łez, które
spływają niekontrolowanie po policzkach. Sami nie mamy pojęcia, kiedy zaczynamy
łkać jak małe dziecko z powodu cierpienia, ból i wielu innych emocji zawartych
w utworze. Czujemy się, jakbyśmy sami doświadczyli tego na własnej skórze –
może nie w sposób fizyczny, ale duchowy.
Pragnę przytoczyć jeden z ważnych i dających do myślenia cytatów zawartych na
kartach tej powieści: ,,Prawda jest taka, że obejrzałam wystarczająco wiele
filmów w telewizji, aby wiedzieć, że trzeba o tym powiedzieć.” Czy to nie świadczy o tym, że częściej
dowiadujemy się jak radzić sobie w takiej sytuacji z filmów niż od rodziny,
szkoły czy po prostu ludzi, którzy powinni nas o tym uświadamiać? Jeżeli nikt bliski
o tym z nami nie rozmawia, to skąd mamy wiedzieć, czy rzeczywiście o tym mówić?
To powoduje, że dostrzegamy problem jaki jest w świecie – ignorowanie problemu trudnego
do rozmowy. Problemu, który w Polsce dotyka około 1800 do 2300 nastolatków
rocznie. Ogromna liczba, prawda? A my siedzimy cicho, przyczyniając się do
powiększania tej liczby, zamiast rozmawiać o problemie.
Tego tytułu się nie zapomina. Nie jest kolejną
przeczytaną historią, którą odkładamy na półkę - między inne, już przeczytane,
książki. Ten utwór niesie pomoc ludziom – tym, których dosięgła podobna forma
tragedii i nie potrafią o niej mówić, ale także tym, których nie dosięgła, młodym
i starszym – każdemu. Oprócz sensu przenośnego ,,niesienia pomocy” mam też na
myśli dosłowny – pod koniec znajduje się krótka notatka od autorki z
informacjami, gdzie otrzymamy pożądaną przez nas pomoc i poradę – jest to
ogromny plus. Polecam wszystkim z całego
serca.
,,Ale te wszystkie ,,może” wirujące mi w głowie
sprawiają, że zaczynam myśleć, iż ,,może” jest po prostu jeszcze jednym słowem
oznaczającym nadzieję.
ZNSAJA

Komentarze
Prześlij komentarz